IR PZ 194/2018 – Portret Katarzyny Gawłowej (aut. M. Cichoń)

Katarzyna Gawłowa (z domu Chrzan) urodziła się 14 grudnia 1896 roku w podkrakowskich Zielonkach – z tą miejscowością pozostała związana przez całe życie. Pochodziła z ubogiej rodziny chłopskiej Jana i Agaty Chrzanów. Była jednym z pięciorga dzieci – miała dwie siostry, Marię i Zofię, oraz dwóch braci, Franciszka i Stanisława. W domu od najmłodszych lat uczono pracy i posłuszeństwa, ale Katarzyna od początku była inna – niechętna zajęciom gospodarskim, bardziej skłonna do obserwowania świata niż do podporządkowania się mu. Matka mawiała o niej z wyrzutem, że „nie umie gęsi skubać i chleba piec”, jakby przeczuwała, że córka nie wpisze się w przewidzianą dla niej rolę.

Od lewej: Katarzyna Gawłowa, Anna Chrzan. Zdjęcie wykonane przez Romana Reinfussa w 1947 roku podczas realizowania w Zielonkach odcinka o pucherokach w ramach serii „Zwyczaje Wielkanocne”.

Do szkoły chodziła krótko, zaledwie kilka lat – pod koniec życia czytanie sprawiało jej duże trudności. Znacznie więcej uczyła się sama, patrząc na ludzi, codzienną pracę, święta, kolory wsi. Już jako młoda dziewczyna pomagała matce w strojeniu izby przed świętami – wówczas wiejskie domy dekorowano przy pomocy rolek i patronów. Katarzynie te powtarzalne wzory szybko przestały wystarczać. Na ich tle zaczęła dodawać własne motywy: kwiaty o nienaturalnych barwach, ptaki, aniołki i świętych. Malowała nocami, kiedy ojciec i matka kładli się spać. Robiła to rzadko, zwykle tylko dwa razy w roku, ale z ogromnym oddaniem. Rodzice ganili ją za te malunki, choć ojciec – w przeciwieństwie do matki – lubił jej malowane kwiaty i patrzył na nie z cichą aprobatą.

Wyszła za mąż późno, bo dopiero w wieku 36 lat. Wyszła za wdowca z czworgiem dzieci i wyjechała do Łęgu, oddalonego o 15 kilometrów od Nowej Huty. Małżeństwo nie trwało długo – po 8 latach mąż umarł. Przez rok po jego śmierci Katarzyna mieszkała w chacie po mężu, potem wróciła do Zielonek. Zamieszkała początkowo w domu rodzinnym, lecz trudne relacje z bratową sprawiły, że przeniosła się do domu po zmarłej siostrze. Żyła skromnie, w biedzie, w małej izbie bez podłogi, z nieszczelnymi drzwiami i bez ogrzewania.

Katarzyna Gawłowa na polu

Jesienią 1973 roku jej życie niespodziewanie się zmieniło – poznała Jacka Łodzińskiego. Plastyk trafił do Katarzyny dzięki malarzowi Mieczysławowi Górowskiemu, który dowiedział się o niej przypadkiem – sąsiedzi wspomnieli mu, że starsza kobieta ma krakowską skrzynię, którą być może zechce sprzedać. Zamiast skrzyni odkryli izbę całkowicie wypełnioną malunkami: ściany, meble, każdy wolny fragment przestrzeni. Był to świat intensywny, szczelny, opowiedziany farbami.

Łodziński i Górowski przynosili Katarzynie dyktę i farby, prosząc, by malowała to, co do tej pory istniało tylko na ścianach. Początkowo robiła to niepewnie, zaskoczona zainteresowaniem. Z czasem jednak nabrała odwagi. Malowała wyłącznie temperami, nie uznając innych technik. Farb nie mieszała – używała ich czysto, intensywnie. Postacie umieszczała centralnie, a każdy wolny fragment obrazu wypełniała ornamentem: kwiatami, ptakami, dekoracyjnymi detalami. Twarze jej postaci były często jasne, niemal białe. Na obrazach pojawiały się także dopiski – wierszyki, przyśpiewki, osobiste komentarze. Dla niej obraz był opowieścią.

Uważała, że prawdziwy obraz musi mieć ramy, choć często jej postacie z nich wychodziły, a czasem ramy po prostu domalowywała. Motywy sakralne – Matka Boska, święci, anioły – naturalnie splatały się z codziennością wsi: weselem, kapelą, Herodami, Pucherokami. Świętość i zwyczajność istniały obok siebie, bez sprzeczności.

Katarzyna Gawłowa w swojej izbie (fot. F. Jędrzejowski)

Pięć lat przed śmiercią twórczość Katarzyny Gawłowej została oficjalnie doceniona przez artystyczne środowisko Krakowa. Jacek Łoziński i Mieczysław Górowski, we współpracy z dyrektorem Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Edwardem Waligórą, skoordynowali powstanie wystawy poświęconej malarce z Zielonek. Wernisaż wystawy Katarzyna wyobrażała sobie jak własne wesele – i tak ją przeżyła. 22 grudnia 1977 roku pokazano niemal 150 jej prac. Była kapela z Zielonek, były pierniki w kształcie postaci z obrazów Gawłowej, była radość i wzruszenie. Dla kobiety, która rozpoczynała malowanie swoich obrazów nocą, w ukryciu, był to moment pełnego uznania. Na koniec wernisażu Katarzyna Gawłowa powiedziała: „… maluję, panie, bom się w tym rozkochała, ale boje się, boje tego wszystkiego, bo jak mi Pon Bóg da na tym świecie wszystko, to może na tamtym bede miała nie dobrze.”

Po latach jej obrazy zaczęły wracać do Zielonek – do Izby Regionalnej, do lokalnych zbiorów – stając się częścią pamięci miejsca, z którego wyrosły. Katarzyna Gawłowa zmarła 17 maja 1982 roku, ale jej malarstwo pozostało. Dziś uznawana jest za jedną z najważniejszych polskich artystek nieprofesjonalnych XX wieku, często porównywaną do Nikifora, choć jej sztuka pozostała całkowicie osobna – cicha, uparta i prawdziwa, jak ona sama. Uchwała Nr XVII/56/2025 Rady Gminy Zielonki, ustanawiająca rok 2026 Rokiem Katarzyny Gawłowej, podkreśla znaczenie jej twórczości jako wyjątkowego świadectwa lokalnej tożsamości i wrażliwości artystycznej wyrastającej z codziennego doświadczenia wsi. Decyzja ta jest formą symbolicznego docenienia sztuki tworzonej poza oficjalnym obiegiem, a jednocześnie hołdem dla autentyczności, wytrwałości i wewnętrznej potrzeby tworzenia, które stały się trwałą częścią dziedzictwa kulturowego Zielonek.

Katarzyna Gawłowa na wernisażu swojej wystawy (Zbiory MEK im. S. Udzieli)

Źródła:
„Katarzyna Gawłowa – malarka z Zielonek” Jacek Łodziński (Polska Sztuka Ludowa, Rok XXXIII, 1979, nr 3)
„O swym życiu i malowaniu” Katarzyna Gawłowa (Polska Sztuka Ludowa, Rok XXXIII, 1979, nr 3)